Jechałem na XXXVI Zjazd ZHP z wielkimi nadziejami. Z zamiarem wystartowania w wyborach do Rady Naczelnej. Z chęcią zmiany statutu. Pokazania władzom że nie działają dobrze i pokazaniu, niektórym że nie wolno traktować delegatów jak bezmyślne stado rąk do głosowania. Liczyłem w mądrość i dobre przygotowanie delegatów do zjazdu.
Rzeczywistość mnie jednak boleśnie rozczarowała. Promykiem nadziei na przyszłość, dla mnie, była nasza reprezentacja. Nie mieliśmy dyscypliny głosowania, nikt nikogo nie patrzył wilkiem gdy zagłosował inaczej. Można było podyskutować, ale nikt nie wymagał od nas konkretnego głosowania.
Ze Zjazdu wróciłem już jako członek RN. Mam świadomość ogromu pracy jaki czeka przed nowo wybraną RN. Wróciłem również z brakiem wiary w to że można przeprowadzić pewne zmiany dla dobra ZHP bez układów i sprzedawania się. Mam też promyk nadziei na to że może być lepiej. Powstało wiele pomysłów, ale czas zweryfikuje czy nie skończą się one tylko na słowach. Przesłaniem tego Zjazdu dla członków ZHP jest jedno - musicie sami się o siebie zatroszczyć. Przykro to pisać, ale teraz najważniejsza jest praca u podstaw, po to aby na następnym zjeździe wybrać mądrzejszych delegatów i lepiej przygotowanych, którzy będą myśleć o lepszym ZHP a nie o tym żeby szybciej skończyć obrady.
Tak jak Mariusz napisał, mamy pewne plany na przyszłość. Z kim i na jakim poziomie będziemy je realizować pokażą najbliższe miesiące. Chcę też aby instruktorzy z naszej chorągwi zaczęli interesować się tym co na "górze". Dlatego, jako członek RN liczę na Wasze, drodzy czytelnicy, uwagi, pomysły i idee. Uwierzcie że razem możemy zrobić dużo. Poprawmy razem działanie drużyny, później hufca i dalej chorągwi a wtedy przyjdzie czas na całe ZHP. I z tą wiarą chciałbym zakończyć ten wpis.
poniedziałek, 7 grudnia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz